Jak pomóc ludziom po rozwodzie?

 |  кс. Павел Салабуда  |  Dopomóc dobrą radą
   Ks. Paweł Sołobuda, psychologWiększość osób rozwiedzionych potrzebuje uzdrowienia pod względem emocjonalnym, psychicznym i duchowym.
Już na samym początku pragnę przypomnieć i zaznaczyć, że w Kościele nie ma rozwodów, ale co jest ważne – są tacy ludzie, którzy przeżyli rozwód i Kościół ich nie odrzuca. Większość ludzi po rozwodzie pozostaje zraniona, często nie są oni zdolni przetrwać rozpad związku, i dopiero po jakimś czasie odnajdują pewną równowagę, odbudowując swoje życie. Co zrobić, aby ta odbudowa nie była tragedią, a pomogła jak najszybciej wyciągnąć wnioski i pozwoliła na dalszy rozwój duchowy?
Osoby, które przeżyły rozwód, można podzielić na dwie grupy: ci, którzy nigdy nie odzyskają pełni zdrowia (będą zranieni, niezdolni będą wrócić do normalnego życia), i ci, którym uda się z tym poradzić. Większość osób rozwiedzionych potrzebuje uzdrowienia pod względem emocjonalnym, psychicznym i duchowym.
    A to wymaga czasu. Im większe poczucie straty, tym więcej czasu zajmuje odzyskanie równowagi.
    Każdy jest inny a więc nie ma tej samej drogi do wyzdrowienia. Przede wszystkim trzeba odrzucać od siebie myśli typu: „jeżeli skończyło się moje małżeństwo to i życie się skończyło”. Człowiek żyje dalej, i porażka małżeństwa wcale go nie przekreśla jako osoby. W literaturze spotkałem wiele różnych metodyk pomocy takim ludziom. Proponuję krótko zwrócić uwagę na 7 sposobów pomocy w tak trudnej sytuacji.
    1. Przepracować żal. Żal nie jest jednorazowym doznaniem, ale procesem o fizycznych, emocjonalnych, a nawet duchowych konsekwencjach. Bywa bardzo bolesny, ale nie jest naszym wrogiem, bowiem może nam pomóc odzyskać równowagę po rozpadzie małżeństwa. Wyleczymy się z żalu, gdy po prostu przeżyjemy go. Warto przejąć kontrolę nad tym pytaniem i nie wracać do bolesnych wspomnień. Najlepiej porozmawiać na ten temat z kimś, komu bardzo ufamy.
    2. Zaprzyjaźnić się ze swoim gniewem. Nie podsycajmy swoje przeżycia gniewem. Wręcz przeciwnie, niech motywuje nas do zmiany życia na lepsze. Gniew to sygnał, że coś jest nie w porządku i wymaga naszej uwagi. Niech każdy spróbuje dobrze zinterpretować ten sygnał. Decyzje zawsze należą do nas. Należy trzeźwo ocenić siebie i swoje emocje, warto spojrzeć na siebie twórczo.
    3. Przebaczyć. Ten kto zdoła przebaczyć staje silny duchowo. Pamiętajmy, że krzywda nas zniewala, przeszkadza od środka. Przebaczenie to dojrzały wybór człowieka. W takiej sytuacji stać nas odrzucić wszystkie toksyczne uczucia i otrzymać możliwość szybko wrócić do normalnego życia.
    4. Przyjąć Bożą pomoc. Bóg nas kocha, zawsze jest z nami. Takie trudne sytuacje stają się możliwością odnowienia kontaktu z Wszechmogącym. Wiara i modlitwa zawsze pomagają przeżyć najtrudniejsze chwile życia.
    5. Rozmawiać o swoich problemach. Gdy człowiek dzieli się problemami, wzmacnia siebie, idzie dalej i buduje nowe życie. Rozmowa z bliskimi, z osobą duchowną, z psychologiem otwiera naszą dusze na uzdrowienie. Warto usłyszeć szczerą i konstruktywną opinię na swój temat.
    6. Pomagać innym. Chociaż sami potrzebujemy wsparcia, ale chęć niesienia pomocy innym może nam pomóc.
    Służba jest dobrą metodą odzyskania równowagi. Wyjście poza krąg własnych spraw jest nam bardzo potrzebne w tak trudnej sytuacji.
    7. Więcej śmiechu i troski o siebie. Śmiech zawsze pomaga, sprawia, że wszystko co ponure staje się jaśniejsze. Radość pobudza duchową moc do pracy, usuwa wrogość i gniew. A bez troski o siebie nie przetrwamy. Każdy szuka swoje ścieżki i sposoby, by zatroszczyć się o siebie.
    Wszystkie powyżej opisane ścieżki, zostały podane w dużym skrócie, ale jedno jest pewne, jeżeli nie zostanie podjęta decyzja o powrocie do zdrowia, oznacza to, że nie ma w człowieku odwagi, bowiem wszystko zaczyna się od tej decyzji. Z Bożą łaską i pomocą bliskich oraz specjalistów można przeżyć te trudne momenty życia.
Jak otrzymałem to, o co prosiłem
 Sergiusz RajuniecGdy byłem jeszcze człowiekiem bez własnej rodziny, prosiłem Boga o rodzinę, o żonę. Ponadto określiłem konkretne parametry: „Boże, chcę, aby moja żona była piękna”, „aby umiała rysować”, „aby umiała grać na gitarze”...
    Początkowo lista zawierała jedno lub dwa skromne życzenia, jednak z czasem wyrosła do pięciu punktów. „A co – pomyślałem sobie – jeśli już proszę Kogoś, kto może dać wszystko, to po co się sztucznie powstrzymywać. Będę prosił obficie. Może przynajmniej częściowo będzie zrealizowane”. I chociaż nie pamiętam dokładnie tej listy, ale, o ile mogę sądzić, to o co prosiłem, to dostałem.
    A moja przyszła żona tak konkretnie męża nie opisywała. Dlatego, można powiedzieć, że otrzymała to, o co nie prosiła. Oczywiście Bóg nie jest supermarketem ani czarodziejem, który spełnia życzenia. Warto być pokornym w swoich prośbach. Tak też mi się wydawało, zwłaszcza gdy od jakiegoś czasu nie otrzymywałem tego, o co prosiłem. Cóż, Bóg naprawdę nie jest supermarketem, ale wierzyłem, że słyszy On moje modlitwy i, jeśli zechce, da to, o co proszę. A jeśli nie będzie chciał, to nie da (do tego też byłem gotowy, choć w znacznie mniejszym stopniu).
    Od czasu do czasu przypominało mi się inne powiedzenie: „Bójcie się swoich pragnień, ponieważ możecie otrzymać to, o co prosicie”. Zacząłem jednak rozważać: dlaczego należy się bać swoich pragnień? Chyba że to pragnienie jest złe. A posiadanie dobrej żony jest dobre. Więc nie należy się bać takiego pragnienia.
    Teraz, po 6 lub 7 latach bycia razem, mogę powiedzieć: w rzeczywistości otrzymałem o wiele więcej, niż prosiłem. Ponieważ nazywałem listę parametrów, ale dostałem całego człowieka, osobę, którą nadal poznaję. I to wymaga wysiłku. I to jest cała droga.
    Gdy prosiłem, opierałem się na dwóch zdaniach. Pierwsze: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7, 7-8) i drugie: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie” (Jk 4, 3).

Moja codzienna świętość
Jana CzajkoDzisiaj świętość jest często mylona z doskonałością, ale tylko Bóg jest doskonały. Bycie świętym oznacza po prostu starać się być jak Chrystus. Nie ma o tym podręczników ani zasad, więc człowiek samodzielnie uczy się świętości przez całe życie.
    Mieszkam w rytmie wielkiego miasta. Zawsze gdzieś się spieszę, spóźniam, mam wiele do zrobienia. Znalezienie czasu na modlitwę lub na Mszę świętą w ciągu tygodnia jest zwykle trudne. Dlatego staram się po drodze odmówić Różaniec lub posłuchać kazania na dany dzień. Jednak najbardziej zwracam uwagę na moje zachowanie. Mianowicie własnym zachowaniem mogę lepiej naśladować Chrystusa.
    Z czego składa się świętość? Na pewno, z miłości. Dlatego przede wszystkim dzielę się z tymi, którzy nie mają. Wcześniej razem z moimi rodzicami przyjmowaliśmy pielgrzymów do swojego domu, potem zaczęłam kupować produkty dla potrzebujących, teraz, jeśli to możliwe, uczestniczę w akcjach charytatywnych. Ostatnio wysyłam więźniom kartki na święta.
    Świętość nie może istnieć bez przebaczenia. Przebaczenie komuś to nie tylko powiedzenie „wybaczam”, to znaczy się nie złościć ani nie obwiniać człowieka. Ostatnio spotkałam się ze zdradą przyjaciół. Wtedy było to przykre i bolesne, a teraz pamiętam tylko pozytywne chwile spędzone razem, życzę im wszystkiego dobrego i, jeśli zajdzie taka potrzeba, bez wahania wyciągnę pomocną dłoń. A gdy jest mi trudno, widzę przed oczami Jezusa, który kochał i wybaczał nawet na krzyżu.
    Nie wyobrażam sobie świętości bez stanu łaski uświęcającej i możliwości przyjęcia Jezusa. Dlatego regularna spowiedź jest moim priorytetem. Spowiedź daje mi ulgę i wewnętrzną swobodę. Czuję szczerą radość i dzielę się nią z innymi.
    Jeden z księży zauważył, że święci zawsze się spotykają: Jan Paweł II spotykał się z Matką Teresą, Melchior Fordon przyjaźnił się z Maksymilianem Kolbe, a bł. siostry nazaretanki przyjechały do Nowogródka na zaproszenie biskupa Zygmunta Łozińskiego. Jeśli otoczymy się ludźmi, którzy chcą być świętymi, łatwiej będzie iść razem drogą do świętości. Więc się otoczmy!

Słowo Życia:  gazeta religijno - informacyjna Diecezji Grodzieńskiej; rok założenia 1997.
Założyciel: Grodzieńska Diecezja Rzymsko-Katolicka; Wydawca: Kuria Diecezji Grodzieńskiej;
Adres: Grodno 230025, ul. K. Marksa 4, tel. (+375) 152 75-64-38; e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Redaktor naczelny ks. Jerzy Marcinowicz. Red. techniczny Jerzy Ławysz
Wersja Internetowa: Alexander Ławysz, Andrzej Miskiewicz

© All rights reserved.
Admining, migration, project and design site - Andrei Miskevich /Jan_Dax/
Back to Top