GRODNO
Poniedziałek,
15 lipca
2024 roku
 

Ks. Witalij Cybulski: „Festyn to odskocznia do duchowego lotu”

Wywiad

„Novafest” odbywał się pod hasłem „Oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (J 4, 23)

Na Białorusi nie można nie zauważyć wzrostu liczby różnego rodzaju wydarzeń chrześcijańskich. Najczęściej są one organizowane wokół parafii jednak ich publiczność wykracza daleko poza te granice. Lawinowość zjawiska potwierdza jego zapotrzebowanie i to, że jest to odpowiedni na to czas. O tym dzisiaj rozmawiamy z organizatorem „Novafest” we Wsielubiu.
– W 2019 roku po raz pierwszy zorganizował Ksiądz Festyn św. Kazimierza we Wsielubiu. Mija dwa lata – i zorganizował Ksiądz nowe wydarzenie – „Novafest”. Dlaczego zmieniła się nazwa i, jak rozumiem, idea festynu?
   – Wszystko zaczęło się od tego, że gdy przybyłem do tej parafii i zacząłem poznawać ludzi, władze lokalne, spotkałem się z sytuacją, w której powiedziano mi wprost, że katolicy służą tutaj, a prawosławni – tutaj. To mnie zszokowało: dlaczego jest jakiś podział?
Szukałem podejścia do ludzi, chciałem pokazać, że możemy robić coś wszyscy razem. Zacząłem od pomocy potrzebującym mieszkańcom. Zorganizowaliśmy m.in. „koszyk dobroci” – zbieraliśmy artykuły spożywcze i rozwoziliśmy je np. rodzinom wielodzietnym przed świętami Bożego Narodzenia. Łącznie zebraliśmy wówczas około 300 kg. Później nawiązaliśmy współpracę ze szkołą i domem opieki.Ks. Witalij Cybulski – proboszcz parafii we Wsielubiu, duszpasterz w miejscowym Profilaktorium
leczniczo-pracowniczym. Ma 18 lat kapłaństwa. 
Główny organizator „Novafest”.
    ze szkołą i domem opieki.
    Z tego wszystkiego narodził się Festyn św. Kazimierza. Chciałem zebrać wszystkich mieszkańców razem. Poprzez historię świątyni (kościół we Wsielubiu jest jednym z najstarszych na Białorusi – uw. autora) staraliśmy się pokazać bogactwo naszej ziemi, że mieszkali tu różni ludzie: katolicy, prawosławni, protestanci, którzy nawzajem sobie pomagali. Zwróciłem się do miejscowych władz i wspólnie zorganizowaliśmy to wydarzenie. Spodziewaliśmy się, że pierwszy festyn będzie mały – na 100 osób. A zebrało się około 400 osób, okazało się to wielkim wydarzeniem. Jednak natychmiast proponować rzeczy duchowe jest bardzo trudne. Człowieka należy stopniowo otwierać: poprzez miłość do historii, piosenek, tańca. Osoba zaczyna ufać, a wtedy można już proponować rzeczy duchowe. Dlatego już w tym roku Festynu św. Kazimierza nie było, ale pojawił się „Novafest”.
    Szczerze mówiąc, o obecnym festynie nie myśleliśmy ani nie rozważaliśmy. Są to czyste owoce rekolekcji, które rozpoczęły się we Wsielubiu rok temu. Wierzę, że Duch Święty pobudził nas do duchowego wzbogacenia tego miejsca.
   
    – Dobrze rozumiem, że Festyn św. Kazimierza był próbą wyjścia poza kościół i zainteresowania miejscowych ludzi…
    – Tak. Nawet raczej połączyć ich.
   
    – A „Novafest” stał się logiczną kontynuacją – duchową propozycją dla mieszkańców?
    – Tak. I ludzie przychodzili, dawali świadectwa. Jest to już osobny temat.
   
    – A czy było tak, że ludzie szli na „Novafest”, a tak naprawdę myśleli, że idą na Festyn św. Kazimierza? – Pytali, czy będzie tak jak ostatnim razem. Chociaż „Novafest” był bardziej zamknięty, niektórzy miejscowi mieszkańcy przychodzili z zainteresowaniem. Ogólnie dobrze pamiętam, jak ci ludzie wyglądali dwa lata temu. I widzę, jak wyglądają teraz: nie boją się przyjść, porozmawiać. Kiedyś w ich oczach byłem jakimś dziwakiem, który przyjechał, chciał coś zrobić, a nikomu nie było to potrzebne. Dzisiaj ci, którzy niegdyś mówili „księdza miejsce jest tam, a nasze jest tutaj”, zastanawiają się, dlaczego niektórzy z ich sąsiadów nadal tak myślą i nie przychodzą.
   
    – Czyli festyn był sposobem na zmianę stereotypu, że ksiądz i wiara wychodzą poza kościół?
    – Tak, trochę inaczej widzieli księdza, który może z nimi pracować, może mieć jakieś pomysły, wymyślić coś nieszablonowego. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co się dla nich tutaj robi, jest bardzo zaskakujące: stworzyliśmy kawiarnię, galerię, sklep, muzeum. Ale wszyscy powoli się przyzwyczajają.
    Najważniejsze jest, aby otworzyć ludzi na osobiste świadectwo obecności Boga w życiu. Aby znali Wszechmogącego nie tylko w kościele czy cerkwi, ale także np. pijącego kawę zbożową z ks. Witalijem lub z osobami pracującymi tutaj w zespole. Aby ujrzeli żywego Boga wśród nich.
   
    – Czy czuje Ksiądz odnowę parafii przez te lata? Czy zaczęło, na przykład, więcej osób przychodzić do kościoła?..
    – Nie patrzę kategorią „przychodzić”. Widzę, że staliśmy się parafią, do której przyjeżdża wiele osób z różnych powodów.
    Na przykład, chcą obejrzeć kościół, a my dzielimy się z nimi świadectwem życia z Bogiem. Trzeba nakarmić tych ludzi, dać im miejsce do spania – to taka nasza prosta posługa.
    Chociaż we Wsielubiu parafia jest stara, młodych osób jest bardzo niewielu, ale ludzie doświadczają metanoji, pewnej zmiany myślenia. Chociaż czasami jest to dla nich trudne, wiele rzeczy w sercach i głowach ludzi się zmienia. Ponieważ Bóg jest zawsze nowy!
    Kultura festynów katolickich na Białorusi rozwija się. W ostatnich latach jest ich coraz więcej, a gdyby nie koronawirus, dynamika byłaby bardziej odczuwalna. W tym roku odbyły się pierwsze festyny w Udziale, Mińsku, Białyniczach, Szarkowszczyźnie. Mam nadzieję, że Kościół wreszcie się obudzi. Ogólnie rzecz biorąc, w naszym kraju zaczyna się ruch odrodzenia. Szczególnie widzę promienie przebudzenia w kręgu kapłańskim: kapłani zaczynają zdawać sobie sprawę, że ich misja nie może leżeć w szafie, jak takie piękne ubrania. Musi żyć! Ale zobaczymy, ponieważ to nie bieg na 100 metrów, to maraton do końca życia.
    Przez dziesięciolecia festyny parafialne ograniczały się do Mszy świętej, procesji, wspólnego obiadu miejscowych księży. Współczesne idą naprzeciw parafianom. Wszystko było dobre, i warto to utrzymać. Nie wiemy jednak, w którym momencie Bóg dotknie człowieka. Może podczas Mszy świętej, adoracji lub procesji. A może podczas festynu. Bóg ma wiele aspektów. Święta i festyny też mają swoją drogę. Bóg działa poprzez nasz podziw i pragnienie czegoś. Osobiście lubię przyjmować ludzi, rozmawiać z nimi, poznawać. Kiedyś było to dla mnie trudne, teraz jest odwrotnie. Gdy ktoś przyjeżdża, w naszym zespole jest tak przyjęte, że wszyscy natychmiast zostawiają swoje sprawy i idą do niego. To jest sposób na świadectwo.
    Powinniśmy my – księża i parafianie – wyjść od siedzenia i przechowywania tradycji. Konieczne jest bicie serca i przepływ krwi. Świeży i nowy. Nie może być tak jak kiedyś. I to ma też swoje miejsce. Tak to odczuwam.
   Ważnym punktem programu festynu były świadectwa ludzi 
o ich nawróceniu do Boga
   – Wraz z festynami powstają całe zespoły. Księdzu są niezbędne do organizacji. Te zespoły z kolei zmierzają w kierunku budowania wspólnoty. Okazuje się, że wraz z rozwojem festynów rozwijają się również wspólnoty. Czy to prawda?
    – Tak, to bardzo interesujący punkt. Wraz z organizacją festynów widzi się prawdziwy obraz naszego Kościoła – są nisze, które wymagają dużo pracy. Na przykład, ruch wolontariatu. Ludzie chcą posługiwać zarówno muzycznie, modlitewnie, jak i po prostu jako wolontariusze. Dlatego warto się tym zająć.
    Trzeba też pamiętać, że wszystko czyni Bóg. A my musimy z Nim współpracować. Wysyła On odpowiednie osoby do odpowiednich zadań. Osobiście mogę zaświadczyć, jak na początku organizacji „Novafest” było nas tylko kilka osób, a przez ileś tygodni mieliśmy już duży zespół.
    Poprzez festyn niektórzy szukają sobie męża lub żonę, chcą stworzyć rodziny. Oczywiście zawsze się chce zebrać ludzi i coś im pokazać. Ale celem naszego festynu było przeżycie duchowego spotkania z Chrystusem we wspólnocie. Jak pierwsi apostołowie. Tak wyobrażam sobie Kościół. Co więcej, gromadzą się u nas ludzie z różnych kościołów – katolicy i protestanci. Nikt nie mówi, że jest jednym lub drugim, a każdy mówi: „Kocham Chrystusa”. Jednocześnie wszyscy z szacunkiem odnoszą się do Kościoła katolickiego, do sakramentów.
    Również na naszym terenie organizujemy chrześcijańskie wesela. Zabawa i bez alkoholu jest wesoła. Protestanci przyjeżdżają do nas i mówią, że chcą w tym miejscu świętować urodziny, ślub lub coś innego. Ponieważ tu jest Duch Boży, jest modlitwa. W tym odkrywa się wielką wszechstronność.
   
    – Są różne festyny: z nastawieniem na duchowość, kulturę, jakieś tradycje itp. Co sądzi Ksiądz o mniej duchowych wydarzeniach organizowanych wokół parafii? Na przykład, do znanej niemieckiej tradycji picia piwa z proboszczem po niedzielnej Mszy świętej?
    – Po pierwsze – jaki jest cel, po co chcę coś robić? Modlitwa pomaga odpowiedzieć na to pytanie. Od siebie mogę powiedzieć, że często coś robię i czuję, że nie leży mi to na sercu. Wciąż się modlę, ale nic się nie zmienia. Więc zostawiam taką inicjatywę. Nie tego chce Bóg, nie czuję spokoju.
    Po drugie – to rezultat, który chcesz tym osiągnąć. Na przykład, Festyn św. Kazimierza był odskocznią do duchowego lotu, który będzie trwał już podczas „Novafest”. Dlatego takie wydarzenia mają sens. Można zebrać ludzi, aby po prostu usiąść, poświętować, ale musi być kontynuacja i karmienie duchowym pokarmem. Aby to prowadziło do jednego – do spotkania z Chrystusem. Intymnych relacji z Nim.
   
    – Na przyszłość planuje Ksiądz, że w parafii będą jednocześnie dwa festyny – kulturowy św. Kazimierza i duchowy „Novafest”?
    – Możliwe. Oczywiście, czuję się jak ryba w wodzie w „Novafest”. Jednak Festyn św. Kazimierza również ma swoje miejsce na istnienie, ponieważ otwiera serca ludzi na świat duchowy. Należy podchodzić delikatnie, aby nie zastąpić świata duchowego sztuką. Na przykład, podczas Festynu św. Kazimierza chcieliśmy, aby również zabrzmiały pieśni chrześcijańskie. W pewnym momencie, gdy zespół zaśpiewał piosenkę o Jezusie, jedna kobieta zaczęła mówić: „Fuj, dlaczego śpiewają o Jezusie?”. Ciekawa reakcja tylko na imię Jezus. Dlatego chciałbym, aby moment wiary podczas festynu był również obecny.

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.