GRODNO
Piątek,
27 stycznia
2023 roku
 

O wzajemnym zrozumieniu, wierze w czasie ateizmu i poczuciu humoru – 50 lat razem

Życie Kościoła

Z okazji wspomnienia liturgicznego bł. sióstr męczenniczek z Nowogródka, patronek rodzin, przyjrzyjmy się życiu pewnej pary małżeńskiejW bieżącym roku Halina i Romuald Rożko świętowali złotą rocznicę ślubu. Wychowali sześcioro dzieci, doświadczyli utraty syna, uczciwie pracowali – a wszystko to z wiarą w Boga. Teraz małżonkowie nadal chętnie przyjmują wnuki na lato w wiosce Dubowa Stara, gdzie mają swoje gospodarstwo.
50 lat – jak Państwo patrzą na ten czas?
    Romuald: Z przyjemnością. Jak mówią, tyle razem przeżyć i ani razu się nie pokłócić – to niesamowite. Oczywiście mieliśmy potknięcia – chwile, gdy się trochę złościsz. Ale szybko się uspokajaliśmy. Nie było czegoś takiego, że przez kilka dni lub tygodni nie rozmawialiśmy ze sobą, że nie mogliśmy na siebie patrzeć.
Mogę opowiedzieć o jednym zdarzeniu. Dopiero się wtedy pobraliśmy. Studiowałem zaocznie i musiałem pilnie wykonać zadanie. A tu Halina przychodzi i zaczyna prosić: „Chcę do mamy, pojedźmy przynajmniej na 5 minut”. Zgodziłem się. Wsiedliśmy na motocykl, trochę odjechaliśmy. „Ojejku, nie wziąłem dokumentów!” – przypomniałem sobie i, zawróciwszy, wróciłem do domu. Przyjechałem, postawiłem motocykl pod ścianą i powiedziałem: „Posiedź chwile, zaraz wrócę”. A sam usiadłem i zacząłem pisać, uczyć się. Czekała, czekała... Słyszę: weszła do domu, otworzyła drzwi, spojrzała gniewnie, zamknęła drzwi i już nie przychodziła. Później zapytała mnie, dlaczego to zrobiłem. A ja odpowiedziałem: „Halino, czy możesz zrozumieć, że muszę to zrobić i jutro odwieść?”. I wszystko już było w porządku.
   
    Ile Państwo mieliście lat, gdy się pobraliście?
    Halina: Miałam 22, a Roman 28 – o 6 lat starszy.
   
    Jak i gdzie się Państwo poznaliście?
    Halina: Znamy się ze szkoły. Chodziłam do szkoły do Podlipek od pierwszej klasy, a on przyszedł do 8. Po 10. dostał się do szkoły technicznej, a następnie poszedł do wojska i się nie widzieliśmy.
    Jak skończyłam technikum, pracowałam tu w sklepie. Roman przyszedł z ojcem, aby coś kupić: w mundurze wojskowym, „przystojny mężczyzna”. I coś mnie zacięło, pomyliłam się. Nic nie powiedział. A ojciec uśmiechnął się i poprosił o ponowne obliczenie. Już zrozumiałam, że źle policzyłam i miałam już nie tylko twarz, ale i uszy czerwone ze wstydu (śmieje się – uw. autora).
    Został tu pracować. Tańce w klubie, na próby chodziliśmy... Tak powoli raz odprowadził do domu, drugi raz. A potem post. Przyjdzie do sklepu, kupi – i nic. Już myślałam, że to koniec, przeszła miłość. „Cóż, nie – znaczy nie”. Już podchodził do mnie drugi młody mężczyzna... A potem Roman powiedział, że w poście mama nie pozwoliła mu chodzić do dziewcząt.
   Romuald: Rodzice surowi byli: post to post. Zarówno jej rodzice, jak i moi.
   
    Czy od razu wzięli Państwo ślub kościelny i cywilny?
    Halina: Ślub cywilny odbył się 17-go w Podlipkach w sielsowiecie. To była sobota. A 25-go, w niedzielę, otwarcie wzięliśmy ślub kościelny.
    Romuald: Ateizm był wtedy, oczywiście.
    Halina: Po naszym ślubie gdzieś w Komitecie powiatowym „powiesili”, że w ten sposób się pobraliśmy.
   
   A jak się zdecydowaliście w takim czasie? Rozważali Państwo o tym, żeby nie wziąć ślubu kościelnego?
    Jednogłośnie: Nie, nie rozważaliśmy.
    Halina: Roman nie był partyjny. Był w komsomole, ale niepartyjny. Jedyne, co utailiśmy to chrzciny Jana – piątego dziecka. Romana sprawdzano w pracy. Przyjeżdżał tu z miasta, razem jeździliśmy na Mszę, a nazajutrz już przełożeni wiedzieli, że był w kościele. Ale zawsze mówił, że ma stałych rodziców i musi ich tam zabrać.
    Romuald: Wezwał mnie nawet sekretarz Komitetu Powiatowego Komsomołu w tej sprawie. A ja mówiłem tak: „Ma Pan rodziców? Szanuje ich Pan? Co mamy napisane o rodzicach w naszej Konstytucji czy w Ewangelii? Szanuj swoich rodziców. Więc szanuje ich. Tata kupił mi samochód i powiedział: «Synu, weź ten samochód, ale w każdych okolicznościach musisz zabrać nas do kościoła». I tę ich prośbę wykonuję. Co jeszcze powinienem zrobić? Czy piję w pracy? Nie wykonuję obowiązków służbowych? Proszę spojrzeć, nagrody za każdym razem otrzymuję, podziękowania”. I powoływałem się na Konstytucję. Mówiłem: „Mamy w Konstytucji wyraźnie zapisane, że bez względu na wyznanie, możesz być wybierany na wszelkie stanowiska władzy sowieckiej”.
    Zasadniczo przed pierestrojką ciągle miałem konflikt z partią. Miałem takie argumenty, że mogłem dawać opór i ciągle otwarcie jeździłem do kościoła. Znałem swoją pracę, szanowałem ludzi i oni mnie szanowali, szefostwo szanowało. Gdy brałem ślub, przyjaciel zarezerwował autobus w Parku Autobusowym.
    Halina: Mieszkaliśmy na chutorze, wokół las. Przybył główny inżynier, główny agronom, przewodniczący rady wiejskiej. Przecięli brzozę i zrzucili na drogę, autobus podjechał i stanął. Swat przyleciał, poczęstował ich – odciągnęli brzozę.
    Przewodniczącą rady gminy była moja koleżanka z technikum. Później powiedziała, że „na ślub cywilny przyjechała w spódnicy, a na ślub kościelny ubrała się jak królowa”. W tamtych czasach miałam piękną sukienkę z lurexem. Kuzyn z Polski przywiózł materiał.
    Romuald: Też byłaś piękna. I nadal jesteś.
   
    Często pary najpierw docierają się do siebie. Państwo, gdy zaczęło żyć razem, kłóciliście się?
    Halina: Nie kłóciliśmy się. Chyba, że na początku szłam na ustępstwa. Nawet bardziej nie w stosunku do męża, ale do rodziców, gdy mieszkaliśmy razem. Później mąż dostał mieszkanie, przeprowadziliśmy się do Grodna. Mieliśmy wtedy pięcioro dzieci. Potem znów wróciliśmy na wieś (do wsi Dubowa Stara – uw. autora).
    Romuald: Najważniejszym elementem tego, że jesteśmy razem tak długo – jest umiejętność wzajemnego ustępowania i rozumienia się. I ja mogłem trochę się pozłościć, i ona. My tu poburczeliśmy, tu przytuliliśmy się, pocałowaliśmy i poszliśmy spać. Oczywiście w życiu było różnie: zarówno lepsze jak i gorsze dni.
    Halina: Gorsze dni... Naszym największym nieszczęściem jest śmierć syna Pawła. Ukończył studia techniczne w Grodnie. Później dostał się na studia do BNUT (Białoruski Narodowy Uniwersytet Techniczny – uw. autora). Po studiach stacjonarnych otrzymał skierowanie do Mińskiej Fabryki Traktorów do działu głównego konstruktora. Zaczął tam pracować.
    Tego dnia odbywały się jakieś zawody w piłce nożnej. Paweł też tam był. Potem razem z przyjaciółmi jakoś znaleźli się w pobliżu Fabryki Traktorów, w kawiarni, była impreza. Stamtąd musiał iść w przeciwnym kierunku, ale z jakiegoś powodu udał się w drugą stronę i – znalazł się na torach.
    Nadal uważam, że Paweł nie poszedł tam sam... Wszystko zostało spisane na nieostrożność. Nawet go nie widzieliśmy, ponieważ ciało było zbyt poranione. I tak odbył się pogrzeb. Nadal nie mogę uwierzyć, że tam leży... To dla nas zagadka i myślę, że kiedyś się wszystko wyjaśni.
    Romuald: Jakie były okoliczności, co się tam stało – nikt nie wie. Fakt, że syn nie dotarł do domu. Po pogrzebie pojechałem do Mińska, zadawałem pytania, ale nie otrzymałem konkretnych odpowiedzi. Ten okres był najtrudniejszy.
   
    Jak przetrwała Państwa rodzina? Jak w takich sytuacjach pomagać sobie nawzajem?
    W końcu nie każda para przeżywa utratę dziecka.
    Romuald: Z powodu dzieci. Życie toczy się dalej.
    Halina: Nawet mowy nie było, że się rozejdziemy. Pewnego razu w kościele na Dziewiatówce nie mogłam powstrzymać łez. Ojciec Waldemar Słota, który był wówczas proboszczem, zobaczył, że płaczę i po Mszy św. poprosił, by podejść do niego. Powiedział wtedy tak: „Proszę Pani, proszę zaufać Bogu. Zabiera On człowieka w najbardziej odpowiednim czasie. Oznacza to, że Pani syn dorósł do Nieba i jest gotowy na spotkanie z Panem. Bóg widzi przyszłość. Być może Paweł w przyszłości popełniłby jakiś grzech. Pan ostrzegł go przed tym. Proszę zaufać Bogu”. Takie były jego słowa i trochę mi ulżyło.
   
    Jak się nie rozstać, gdy się rozczarowało w drugiej osobie? Jak uwierzyć, że można żyć ze sobą, a ta jedna osoba będzie interesująca dla drugiej do końca życia?
    Halina: Zaufać i myśleć o tym, że wybrałeś tego człowieka na całe życie. Złożyłeś przysięgę, że nie zostawisz go aż do śmierci.
    Pobraliśmy się z miłości, jak mówią. Wcześniej przyjaźniliśmy się przez trzy i pół roku. Wiedzieliśmy, że bierzemy ślub na całe życie. Ile nam Bóg wyznaczył, tyle przeżyjemy. I nigdy nie było takiej myśli – aby odejść.
    Romuald: Niezbędny jest sakrament małżeństwa. Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że wybierasz osobę na całe życie. Widocznie, pary, w których każdy chce dowodzić, nie mogą się dogadać. Nie ustępują sobie nawzajem, a to zaczyna denerwować. Zaczynają się kłótnie, nienawiść – i ludzie się rozwodzą. Tak uważam.
   Halina: Wielu rozwodzi się poprzez zazdrość. Nigdy nie było u nas zazdrości, podobnie jak i powodu dla niej.
    Romuald: Było tak, że jadę na sesję egzaminacyjną na miesiąc, wracam, i już szepczą mi, że Halina chodziła tam czy tam. Pamiętam, że jednej osobie odpowiedziałem dosyć ostro, a zazwyczaj żartuję: „Cieszę się, że na moją żonę wciąż zwracają uwagę”. Nie mieliśmy kontroli, wszystko opierało się na zaufaniu.
    W ten sposób małżeństwo może być zachowane: zaufanie do siebie nawzajem, wiara w Boga. Zawsze byliśmy na Mszy. I w Mińsku, gdy byłem w podróży służbowej lub na kursach, zawsze chodziłem do Czerwonego kościoła. Koledzy pytają w niedzielę: „Dokąd idziesz?”. Nie mówiłem wszystkim, z jednym kolegą dzieliłem się, że idę na Mszę, i on rozumiał. Do innych mówił: „Ludzie, poczekajmy na niego. Ma sprawy do załatwienia”. Wracałem, a potem nakrywaliśmy stół, siadaliśmy, piliśmy po kieliszku, i tak mijał wieczór.
    Gdzie by nie byłem, zawsze pamiętałem, żeby wejść do kościoła.
   
    Teraz wiele par nie rozumie, po co zawierać ślub cywilny i kościelny. Jak Państwo by odpowiedziało na to „po co”?
    Halina: Chyba nam w dzieciństwie wpojono, że życie bez ślubu jest wielkim grzechem. Jesteśmy staromodni. Na 25. rocznicę ślubu na Dziewiatówce pobłogosławili nas księża. W tym czasie nasza najmłodsza córka Weronika miała trzy miesiące. Urodziła się, gdy miałam 47 lat, a Roman – 54.
    Dla wszystkich, oczywiście, był to szok, a dla nas prezent na srebrne gody. W 30. rocznicę też zamawialiśmy Mszę świętą, błogosławił nas ksiądz. Na 40-lecie byliśmy w odelskim kościele. Teraz na 50. rocznicę. Wierzę, że właśnie tak przeżyliśmy z Bogiem, z Bożym błogosławieństwem.
    Moi rodzice również 50 lat małżeństwa świętowali w kościele. I Romana rodzice żyli razem przez 50 lat, dlatego jesteśmy szczęśliwi.
    Romuald: Uważam, że te 50 lat przeżyliśmy z godnością, wytrzymaliśmy wszystkie próby.

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Kalendarz liturgiczny

 
white
Obchodzimy imieniny:
Do końca roku pozostało dni:  339

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.