GRODNO
Niedziela,
23 czerwca
2024 roku
 

Z kobiecą opieką nad Kościołem

Życie Kościoła

„Dziękujemy ci, kobieto, za to, że jesteś kobietą!”.
    Tymi słowami, pewnego razu, Jan Paweł II w swoim liście zwrócił się do pięknej połowy ludzkości.
    Rzeczywiście, nic nie może zastąpić uwagi, troski, wytrwałości i miłości, które niesie kobieta.
    Duch kobiecości jest również nieodłączną częścią Kościoła, która nadaje mu przytulność, szczególne piękno i moc.”
Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet redakcja gazety „Słowo Życia” zaprasza czytelników do zapoznania się z niektórymi wiernymi Kościoła diecezjalnego, którzy czynią go wytrwałym i atrakcyjnym.

    Upiększając liturgię
   Ludmiła Kozłowa, 
organistka i kierownik chóru przy parafii św. Teresy z Avila w Szczuczynie Dorastałam wśród młodzieży, która powszechnie jest nazywana “kościelną”. Zaraz po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej zapisałam się do chóru dziecięcego, którym wówczas kierowała siostra nazaretanka. Dzięki temu moje życie parafialne nie ograniczało się do uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., ale stało się intensywnie aktywne przez uczestnictwo w przedstawieniach, występach, spotkaniach i adoracjach. Stopniowo klasztor ojców pijarów stał się dla mnie drugim domem – i od tamtego czasu nie pozostawiała mnie chęć nieustannie służyć dla dobra swojej parafii.
    Kiedy uczyłam sie w technikum, wpadłam na pomysł, by zebrać starszą śpiewająca młodzież i śpiewem upiększyć świąteczną Mszę Świętą. Wyszło nam dobrze, więc postanowiliśmy regularnie zbierać się na próbach. Tak narodził się parafialny chór młodzieżowy „Calasanz”, który prowadzę od 15 lat.
    Spotykamy się w każdą sobotę, aby ćwiczyć śpiew. Próbę rozpoczynamy i kończymy modlitwą za wstawiennictwem św. Cecylii i św. Józefa Kalasantego, założyciela zakonu pijarów. Pieśni przygotowujemy odpowiednio do okresu liturgicznego – czasu Bożego Narodzenia, Wielkiego Postu i Wielkanocy. Uczymy się też piosenek nieliturgicznych. Śpiewamy zarówno unisono, jak i wielogłosowo. Pracujemy nad oddechem, dykcją i jakością dźwięku. Wszystko po to, aby upiększenie Eucharystii było naprawdę na wysokim poziomie. Na święto Chrystusa Króla podczas Mszy świętej mamy tradycję uroczyście przyjmować do chóru nowych uczestników. Zawsze staram się też zorganizować dla zespołu wspólne przyjęcie herbaciane lub wyjazdy integracyjne. W zamian od młodzieży otrzymuję ich płonące serca i oczy! Widzę, jak chłopcy i dziewczęta zbliżają się do Boga i Kościoła, tak jak ja swego czasu. I wtedy zdaję sobie sprawę, że moja posługa osiąga cel.
    Od ponad 15 lat gram w kościele na organach. Nasz sprzęt został zaprojektowany w 1990 roku i rekonstruowany w 2015 roku. Dbam o niego ze szczególną uwagą. Troszczę się o kościelne organy sama, a w poważniejszych sprawach zwracam się do fachowca z Polski. Liturgia słowa zwykle inspiruje mnie do wyboru utworów do Mszy Świętej.
    Oczywiste jest, że jeśli poświęcasz się dla czegoś, to nie może to pozostać niezauważonym. W 2017 roku w Licheniu Polska Prowincja Pijarów wyraziła mi wdzięczność za wieloletnią posługę na rzecz dzieci i młodzieży w charyzmacie tego zakonu. Otrzymałam dyplom i figurę „Kalasancjusz z dzieckiem”. To był bardzo wzruszający moment. Miło jest też, gdy absolwenci dziękują za lata uczestnictwa w chórze i przyznają, że tęsknią za wspólnym śpiewem. Poza tym, codziennie czuję błogosławieństwo Pana Boga, Jego obecność i pomoc! Nie wiem, czy to odpowiedź na moją posługę, czy po prostu Boża miłość...
   
    Dusza teatru religijnego
    IMaryna Żybartowicz-Protas, 
kierownik teatru im. św. Jana Pawła II
przy parafii Najświętszego Odkupiciela
w Grodniedea powstania teatru w grodzieńskiej parafii Najświętszego Odkupiciela jest kontynuacją działalności wspólnoty teatralnej „Gwiazda Betlejemska”, która od 2000 roku istniała pod moją opieką w parafii św. Jana Chrzciciela w Wołpie. W 2007 roku zaczęłam pracować przy parafii na Dziewiatówce jako katechetka i nie mogłam sobie wyobrazić w pełni swojej działalności bez reżyserskiej inscenizacji. Dlatego, przez 2 lata byłam kierowniczką dwóch teatrów jednocześnie: w Wołpie i w Grodnie. Następnie, cały swój zapał skierowałam na rozwój teatru na Dziewiatówce, wybierając jako motto słowa niebiańskiego patrona wspólnoty św. Jana Pawła II „Niech teatr stanie się Kościołem”. W ten sposób Bóg zrealizował moje dziecięce marzenia. Chociaż początkowo nie tak wyobrażałam sobie moje twórcze wykonanie: marzyłam o osobistej karierze na scenie. Jednak, Stwórca najwyraźniej zdecydował, że zdolności, którymi mnie obdarzył, powinny służyć innym.
    Tradycyjnie każdego roku teatr prezentuje 2 przedstawienia: na Boże Narodzenie i inscenizowaną Drogę Krzyżową.
    Przez 20 lat bardzo trudno jest pisać i realizować scenariusze na ten sam temat, nawet osobie z odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem. Nie mam odpowiedniego wykształcenia i nie miałam doświadczenia, ale mam szczęście czerpać inspirację od Ducha Świętego. To On uczy zauważać niewidzialny urok i głębokie znaczenie w zwykłych rzeczach. Wszystko genialne jest proste. Jednak, jednocześnie najtrudniejszą rzeczą jest usłyszeć od Ducha Świętego, w którym kierunku iść w poszukiwaniu idei. Ciekawe jest to, że nawet jakbym bardzo chciała mieć fabułę przedwcześnie, jeżeli Duch Święty mi nie podpowie, mogę bezowocnie zastanawiać się nad tym przez cały rok. Czasami wskazówka może pojawić się w mgnieniu oka, jak oświecenie. Na przykład, usłyszałam piosenkę, byłam świadkiem pewnej sytuacji lub zobaczyłam inspirujący obraz – i już pomysł jest w tobie.
    Głównym celem inscenizacji jest przekazanie Radosnej Nowiny do serc widzów na różne sposoby artystyczne: słowem, śpiewem, choreografią, pantomimą i symboliką. Chciałabym też nauczyć widza po obejrzeniu naszych spektakli zastanowić się nad swoim życiem i coś zmienić ku lepszemu. Jednak, teatr to nie tylko widzowie, ale także aktorzy, którzy chcą zrealizować swoje umiejętności i talenty ku chwale Bożej.
    Za szczególne osiągnięcie naszej wspólnej działalności uważam zdobycie przez teatr „Gwiazda Betlejemska” z Wołpy tytułu wzorowego. Jest on nadawany przez Ministerstwo Kultury RB. W ten sposób dzieło Boże przekroczyło granicę, która oddziela kościół od państwa. Ponadto nadal jestem bardzo dumna ze wszystkich aktorów: zarówno byłych, jak i obecnych. Bez nich nawet najbardziej udany scenariusz nie byłby spektaklem. Kolejna nowa inscenizacja jest dla mnie, jak narodziny dziecka. Jestem dumna z wielu pierwszych miejsc teatrów w różnych konkursach, między innymi na Międzynarodowej Parafiadzie w Warszawie. A najbardziej cieszy mnie fakt, że jestem powołana, aby pomagać innym. A to, że mogę zajmować się tym, co kocham, a jednocześnie służyć Bogu i ludziom, jest dla mnie najwyższą formą wdzięczności.
   
    Katecheza jako apostolstwo
    PIrena Szandrocha, 
katechetka w parafii św. Teresy z Avila
w Ostrynieamiętam sen z młodości... Jakbym stała na werandzie domu rodzinnego, którego okna wychodzą na fasadę miejscowego kościoła. Drzwi świątyni są otwarte, a stamtąd, sprzed ołtarza, wylatuje anioł. Podchodzi on do mnie, patrzy uważnie mi w oczy, podaje zwinięty pergamin i znika. Dopiero z biegiem czasu odczytałam ten sen, jako znak mojej przyszłej posługi i przeznaczenia z góry.
    Spotykając się w życiu z różnymi ludźmi, widziałam, że wśród nas jest wielu, którzy nie znają Ojca Niebieskiego. Zrozumiałe jest, że chcę nieść Słowo Boże. Tak się złożyło, że w momencie, gdy obudziło się we mnie to pragnienie, w parafii nie było katechety. Dobrze pamiętam pierwszą lekcję. Wyprasowana biała bluzka i czarna spódnica, jak przystoi nauczycielce, i silny niepokój. To był okres Wielkiego Postu, i ja opowiadałam o cierpieniu Jezusa Chrystusa, na które zgodził się z miłości do człowieka. Pamiętam, jak niektóre dzieci przeniknęły się moim nastrojem, wzruszyły się i popłakały…
    Chociaż w ciągu 22 lat nauczania wiele wiedzy zostało mi w głowie, uważam, że trzeba nieustannie się rozwijać. Czerpię informacje z internetu, zapisuję cenne myśli z rekolekcji i czytam literaturę religijną. Bardzo się cieszę, gdy wysiłek nie idzie na marne. Zdarza się, że chłopcy i dziewczęta zostają po zajęciach, dopytują się o tym, co ich bardziej zaciekawiło. Wtedy czuję, że służenie dzieciom i młodzieży jest jak możliwość bycia trzynastym apostołem. O tym mówię też małym wierzącym i radzę im nieść Dobrą Nowinę, którą usłyszeli na zajęciach, dalej do swoich domów.
    Z drugiej strony zawsze biorę sobie do serca, gdy widzę, że któryś z uczniów przestał uczęszczać na katechezę i oddalił się od Kościoła. W takich przypadkach staram się powiadomić rodziców. Ale to nie zawsze przynosi owoce, a „owieczka” się gubi. Jednocześnie jestem wdzięczna Bogu, że prawie wszyscy chłopcy uczęszczają na zajęcia z katechezy, począwszy od podstawówki, a kończąc na ostatniej klasie szkoły.
    Czuję wdzięczność od Pana Boga za moją posługę na każdym kroku życia. Największym darem jest możliwość codziennego uczestnictwa w Eucharystii w nowo wybudowanym kościele w Ostrynie po zniszczeniu poprzedniego. Cieszę się też, że mam dobrego, kochającego męża i dzieci, z których jesteśmy dumni.
   Otrzymuję osobliwe uznanie od moich podopiecznych, gdy czuję, że zasłużyłam na ich zaufanie. Wielokrotnie jedno lub drugie dziecko zwracało się do mnie o wsparcie lub po radę. W takich chwilach zdaję sobie sprawę, że w pełni realizuję swoją posługę.
   
    Nadając blasku świątyni
    PPelagia Aleszkiewicz, 
pracownik sprzątający w kościele 
pw. św. Franciszka Ksawerego w Grodnieierwsze żywe wspomnienie dotyczące kościoła katedralnego sięga czasów mojej młodości. W tym czasie nie byłam jeszcze parafianką głównej świątyni miasta, chociaż codziennie przechodziłam obok niej, spiesząc się do pracy.
    Był rok 1961, tuż po zniszczeniu fary Witoldowej. Szłam swoją codzienną drogą i, przechodząc obok katedry, zobaczyłam, że na schodach klęczą ludzie. Pomyślałam, że wierni przyszli się pomodlić, lecz Kościół był jeszcze zamknięty. Gdy wracałam do domu po pracy, ujrzałam, że wciąż stoją. Później się dowiedziałam, że władze chciały zniszczyć katedrę, a ludzie w ten sposób ją bronili. Wierni klęczeli prawie przez miesiąc, w dzień i w nocy, zastępując się nawzajem. Zdarzyło mi się też być wśród nich. Pewnej niedzieli, kiedy razem z koleżankami szłyśmy na potańcówkę, przy katedrze zatrzymał nas ksiądz. Po wyjaśnieniu sytuacji poprosił nas, by zmienić ludzi i pomodlić się. Zostaliśmy razem z koleżankami, by odmawiać różaniec. Przypominając sobie o tym wydarzeniu, wiem, że była to moja pierwsza wyraźna troska o Kościół, która rozpoczęła mój cotygodniowy wkład na długą przyszłość.
    Od prawie 20 lat regularnie sprzątam katedrę. Dobrze pamiętam, jak zdecydowałam się wziąć się do tej pracy. Pewnego razu przyszłam na Mszę Świętą, uklęknęłam i poczułam, jak nieprzyjemnie kłuje w kolana piasek. Może niesumiennie posprzątali? Pomyślałam, że byłoby wspaniale, gdybym mogła usunąć śmieci. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że Kościół potrzebuje osoby sprzątającej.
   Założyłam najlepszy kapelusz, futro i poszłam do kancelarii parafialnej. Ksiądz Jan Kuczyński, proboszcz, który właśnie oczekiwał na gości z Polski, przyjął mnie za jednego z gości. Po czym, uśmiechając się, zgodził się na moją propozycję. Do dziś przychodzę sprzątać, jak mówią, „na elegancko”. Moja posługa jest szczęśliwym przypadkiem, kiedy praca jest jak święto.
    Wykonuję swoje obowiązki dwa razy w tygodniu i przed świętami. Myję podłogę, wycieram kurz z ławek, posągów i konfesjonałów. W kościele już od dłuższego czasu trwa renowacja, więc nalotu kurzu jest zawsze dużo. Wspinam się na chór, żeby zadbać o organy. Pewnego razu wdrapałam się jeszcze wyżej, na wieżę zegarową, żeby umyć schody. Całe życie bałam się wysokości, ale, dzięki Bogu, z tym zadaniem poradziłam sobie bez trudności.
    Zwykle radzę sobie z pracą w 5 godzin. Dłużej trwało to tylko raz, gdy nasz kościół przeżył tragedię – płonął ołtarz. Jak zwykle, przyszłam rano do pracy i zobaczyłam, że w środku wszystko jest czarne od dymu. Przez cały dzień sprzątaliśmy śmieci i myliśmy powierzchnie. Bardzo napracowaliśmy się, ale zdążyliśmy, aby rano następnego dnia kościół był już otwarty, a wierni mogli zebrać się na Mszę Świętą.
    Dzisiaj mam 88 lat. Rozumiem, że jestem w niepewnym wieku. Dlatego jestem wdzięczna ks. Janowi, że pozwala kontynuować posługę, bo już nie wyobrażam sobie życia bez mojej skromnej misji. Ta praca dodaje mi sił i natchnienia.

Numer aktualny

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Kalendarz liturgiczny

 
white
Obchodzimy imieniny:
Do końca roku pozostało dni:  192

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.