GRODNO
Poniedziałek,
30 stycznia
2023 roku
 

Uświadamiając otrzymaną łaskę

Życie Kościoła

Od pierwszych dni życia Kościół daje każdemu możliwość przez sakrament chrztu stać się członkiem jego wspólnoty. Korzystając z tego prawa, rodzice niosą dziecko do świątyni. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy człowiek z powodu niezależących od niego okoliczności bierze chrzest, będąc już osobą dorosłą. W odróżnieniu od niemowlęcia w pełni uświadamia, co się dzieje podczas przyjęcia tego sakramentu, i może zachować w pamięci wspomnienia o tak podniosłej chwili – „oficjalnym” przyjściu Chrystusa do jego życia. O drodze ku decyzji o chrzcie, wrażeniach podczas przyjęcia sakramentu oraz o tym, jak to wydarzenie wpłynęło na dalsze życie, opowiada nowy członek dużej rodziny Kościoła Stanisław Dzienisow.
Bóg działa nieoczekiwanie
    Sakrament chrztu przyjąłem, mając prawie 30 lat. Jak wiadomo, Chrystus w tym wieku już aktywnie nauczał, a ja dopiero dowiedziałem się o Jego istnieniu. Patrząc z perspektywy czasu, rozumiem, że pojawienie się w moim życiu Jezusa – nie skutek kolejnych wydarzeń, tylko w pełni Boża wola.
Urodziłem się w niewierzącej rodzinie. Wśród nas była tylko jedna ochrzczona osoba. Od reszty różniła się tym, że nosiła krzyżyk na złotym łańcuszku. Więc przykładu wiary nie widziałem, moim wychowaniem duchowym nikt się nie zajmował. Momentem przełomowym stała się powszednia sytuacja.
    Pracowałem kiedyś na budowie z pewnym gorliwym protestantem. Wszyscy wiemy, że od budowniczych nieraz można usłyszeć wiele przekleństw skierowanych pod adresem siebie nawzajem – „wymaga” tego specyfika zawodu. Słysząc to, kolega mówił, że jeśli się nie nawrócimy, możemy trafić do piekła. Choć uważałem go za fanatyka religijnego, te słowa wywarły na mnie wrażenie. Straszliwy sens przesłania tego człowieka stał się bodźcem do myślenia o Bogu. A jeśli naprawdę istnieje?..
   
    Krótkimi drogami do Ojca
    Powstała we mnie niespodziewana chęć ochrzczenia się. Choć teraz rozumiem to inaczej: Bóg zapragnął, bym przyszedł do Niego. Zacząłem się dowiadywać, jak to uczynić. Najpierw udałem się do pobliskiego kościoła. Jednak spotkać się tam z kapłanem było sprawą skomplikowaną – osoba posługiwała w dwu parafiach. W końcu znalazłem się u franciszkanów.
    Jeden z ojców zaczął przygotowywać mnie do przyjęcia sakramentu: przybliżał tajemnice wiary, podstawy życia chrześcijańskiego. On też zatroszczył się o rodziców chrzestnych, gdyż trudno mi było znaleźć kogoś w swoim otoczeniu. Poznaliśmy się 15 minut przed obrzędem – ledwie zapamiętałem ich imiona. Było to młode małżeństwo. Pomyślałem wtedy: unikalna sytuacja – rodzice są młodsi niż syn.
    To, że się nie znaliśmy i że istniała pewna różnica wiekowa, nie przeszkodziło, by utrzymywać kontakt. Chrzestni zaprowadzili mnie na kurs ewangelizacyjny, gdzie głębiej poznałem Boga i doświadczyłem radości przebywania blisko Niego. Nadal są gotowi mi pomóc i podpowiedzieć, gdy tego potrzebuję. Odpowiedzialni chrzestni to wielka sprawa. Dzięki Bogu za nich!
   
    Zyskowna ugoda
    Przed przyjęciem chrztu miałem zwykłe odczucia człowieka, który przygotowuje się do czegoś nowego i istotnego w swym życiu. Zastanawiałem się nad tym, do czego będzie to potrzebne. I zrodziło się we mnie trwałe skojarzenie – umowa. Jak gdybym chciał zawrzeć z Bogiem ugodę, poświadczając, że rozumiem swoje prawa oraz obowiązki i obiecuję ich przestrzegać.
    Kolejna myśl dotyczyła tego, że po przyjęciu chrztu minione życie zostanie w przeszłości, a zacznie się nowe. Już wtedy wiedziałem, jak powinna wyglądać codzienność chrześcijanina, i zamierzałem do niej dążyć. Nie skłamię, jeśli powiem, że pozytywnie odpowiadając na pytanie kapłana, czy wyrzekam się zła, odczuwałem, jak się odradzam.
    Dziś mogę stwierdzić: po otwarciu serca na Chrystusa rzeczywiście się zmieniłem. Pojawiła się chęć służenia ludziom pomocą. Trafiłem do środowiska, w którym odnalazłem siebie. Większość wolnego czasu spędzam w kościele pobrygidzkim. Uczęszczam na spotkania (na przykład biblijne), realizuję swoje zdolności muzyczne i budownicze, biorę udział w akcjach charytatywnych. Najważniejsze jest to, że wszystko, co czynię, przynosi mi teraz ogromną radość.
    Kiedyś nawet nie znałem drogi do kościoła, a obecnie podążam tam codziennie. Nie wyobrażam sobie życia bez świątyni, wiernych i modlitwy. Uświadamiam też, że jestem zaledwie na początku drogi i mam jeszcze dużo do poznania. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą stanę się przykładem dla osób, jedną z których kiedyś byłem sam.

Numer aktualny

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Kalendarz liturgiczny

 
green
Obchodzimy imieniny:
Do końca roku pozostało dni:  336

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.