GRODNO
Niedziela,
23 czerwca
2024 roku
 

Moc lekarza – w jego miłości do człowieka

Życie Kościoła

Zwykle diagnozę stawiają doktorzy. Dziś proponujemy czytelnikom „Słowa Życia” zamienić się z lekarzami miejscami, narzucić na plecy biały fartuch i przeprowadzić wspólną anamnezę z życiowych historii medyków.
Walentyna Kozlenko zawsze słuchała głosu serca. Dlatego też po szkole poszła do koledżu medycznego, choć dzięki dobrym ocenom mogła zostać przyjęta bez egzaminów na uczelnię pedagogiczną. „Mama bardzo chciała, abym została nauczycielką, a moja dusza pragnęła pomagać cierpiącym” – opowiada kobieta.
Za pierwszym razem dostać się na studia nie udało. Jednak młoda dziewczyna nie rozpaczała i dołożyła wszelkich starań, by osiągnąć cel
za drugim podejściem. Wszystko się udało. Po studiach Walentyna przez krótki okres pracowała jako pielęgniarka w homelskim szpitalu. „Chorzy ludzie często są zdenerwowani, rozdrażnieni, niecierpliwi. I nie ma tu miejsca na zaniedbanie lub wybredność – zauważa. – Trzeba sobie uświadomić, że cierpiący z powodu bólu czasami nie kontrolują swojego stanu i mogą zachowywać się wręcz nieprzewidywalnie. Dlatego też wymagają szczególnego podejścia: najpierw, człowieczeństwo, czułe i dobre serce. Te cechy są konieczne w relacjach z pacjentami. Wielu brakuje uwagi, troski ze strony krewnych, bliskich. Wielu czuje się porzuconymi. W naszej mocy wlać w ich życie odrobinę współczucia i czułości. Myślę, że każdy medyk powinien pamiętać o tym, że jego posługa opiera się na fundamencie miłosierdzia. Warto w każdym człowieku umieć zobaczyć Chrystusa...”.
Wkrótce Walentyna wyszła za mąż i w całości ofiarowała się rodzinie. Urodziła sześcioro (!) dzieci: pięciu synów i córkę. „Z Bożą pomocą”, podkreśla. Ze względów medycznych mogła mieć tylko dwoje (w innym przypadku ryzykowała życie). Jednak dla Wszechmogącego nie ma nic niemożliwego. Dziś starszy syn ma 28 lat, a młodszy niedługo skończy 13.. †
Rodzina mieszka w Wołkowysku. Utrzymują ogródek i gospodarstwo. Kobieta nie pracuje już w systemie opieki zdrowotnej, opiekuje się chorą mamą, robi zastrzyki sąsiadom, znajomym, którzy ją o to proszą. „Codziennie dziękuję Bogu za życie, za otaczających mnie ludzi, za to, że mogę być komuś pomocna – podkreśla pani Walentyna. – Często w swoich intencjach ofiaruję piesze pielgrzymki”.
Kobieta opowiedziała, że po raz pierwszy wyruszyła w drogę na prośbę syna. Samego 8-letniego chłopca puścić nie chciała, więc poszła do Trokiel razem z nim. Wspomina, że pod koniec drogi odczuła wielką łaskę Bożą. Od tego czasu stara się nie opuszczać pielgrzymki, które napełniają duszę niewypowiedzialną radością i pokojem. „Wyciągnęłam dla siebie wniosek: jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko pozostałe zajmuje swoje miejsce” – mówi pani Walentyna.
Minęło 13 lat, a kobieta nadal podąża w pierwszych szeregach pielgrzymów. Jednak teraz w jej plecaku zawsze znajduje się dużo leków, bandaży i plastrów. W drodze kobieta zastępuje pielęgniarkę. Przychodzą do niej z nagniotkami, rozciągnięciami, niedomaganiami. „Czasami człowiek potrzebuje też podniesienia na duchu, aby dalsza podróż nie wydawała się tak trudna. Staram się wesprzeć dobrym słowem, uśmiechem” – zauważa pani Walentyna. Przyznaje się, że za każdym razem zbiera się w drogę z poczuciem, że jest potrzebna. Pielgrzymkę odbiera jako ofiarę. A jak miło, gdy w mieście ludzie się witają, dziękują za pomoc, zapewniają o modlitwie!
Pani Walentyna zdradza marzenie, że chciałaby się udać do Budsławia. Ale latem, w okresie sporządzania różnorodnych dżemów i konfitur, nie da się wybrać w dwie pielgrzymki z rzędu. Dlatego na razie są to tylko kochane Trokiele... Jednak na razie! Marzenia są po to, by się spełniać..
Andrzej Osławski pracuje jako chirurg w Grodnie, wykłada na uniwersytecie medycznym. Poszedł w ślady rodziców, którzy również są lekarzami: mama – terapeutą, ojciec – ginekologiem. „Moja żona również jest lekarką. Terapeutą! – opowiada pan Andrzej. – Poznaliśmy się jeszcze podczas studiów. Z jednej strony dobrze, że rodzina łączy współbraci z zawodu. Nikt nie rozumie medyka lepiej niż inny medyk. Wracam na przykład do domu kompletnie wyczerpany i żona to wie, ponieważ sama znajduje się w takim stanie. Z drugiej jednak strony – ciężko. W pracy w całości poświęcasz się pacjentom. Emocjonalnie się wypalasz, z powodu czego nie zawsze starcza cię na rodzinę. Oczywiście, trzeba szukać równowagi, ale gdzie znaleźć na wszystko siły?..”.
Bardzo ważne jest kochać swój zawód. Bez miłości ani w jednej sprawie nic sensownego się nie stworzy. Tę prawdę pan Andrzej stara się przekazać swoim studentom. Według niego na tych, co przyszli, spodziewając się zysku, czeka rozczarowanie, ponieważ często praca medyka jest niestety niewdzięczna.
„Zawód lekarza jest trudny. Wymaga odwagi, cierpliwości, zrównoważenia, pewności – podkreśla pan Andrzej. – Lekarz nigdy nie powinien poddawać się rozpaczy, nawet jeśli stoi przed nim beznadziejnie chory człowiek. Najważniejsze – nie opuszczać rąk i do ostatniego walczyć za życie pacjenta. A propos, spotkałem się w mojej praktyce z sytuacją, kiedy udało się «wyciągnąć» beznadziejnie chorą kobietę. Żyje po dzień dzisiejszy i wspaniale się czuje”.
Podczas prywatnej rozmowy mężczyzna się przyznaje, że nie jest to jedyny podobny przypadek. I gdy zdarza się spotykać, zdawałoby się, z beznadziejną sytuacją, „tylko wiara ratuje”.
Na parterze w szpitalu, gdzie pracuje pan Andrzej, wiszą duże portrety św. Łukasza Ewangelisty oraz św. Łukasza Krymskiego, który był chirurgiem. Każdego rana lekarz modli się o ich wstawiennictwo. Doktor skromnie zauważa, że jego życie duchowe ogranicza się do porannej i wieczornej modlitwy. Jednak w trakcie rozmowy się okazuje, że w rodzinie dorasta trzech synów. Każdy z nich jest wychowywany w duchu katolickiego skautingu. Mężczyzna jest pomocnikiem kierownika jednej z gałęzi ruchu. Jego żona śpiewa w kościelnym chórze, należy do Apostolatu wieczystej modlitwy za kapłanów „Margaretka”. Wszyscy razem wyjeżdżają na liczne pielgrzymki, aby „odpocząć z Bogiem”. „Dopiero idę do Wszechmogącego – mówi pan Andrzej. – Krok po kroku. Staję, patrzę, analizuję, uświadamiam sobie pewne rzeczy i staram się poprawić. W tym pytaniu wzoruję się na żonie. Jest ona dla mnie przykładem religijnej doskonałości”.
Pan Andrzej zgadza się, że jego zawód to współpraca z Bogiem w sprawie ratowania ludzi. Nie raz widział, jak nieuleczalna choroba lub, odwrotnie, cudowne uzdrowienie przyprowadzają człowieka do Wszechmogącego. Jak wielką radość odczuwa lekarz, gdy pacjent odzyskuje zdrowie! To jest sens, dla którego pracuje. „Przeżywasz duchowe i fizyczne uniesienie, doznajesz inspiracji na dalszą pracę – i twoje siły pomnażają się stokrotnie” – mówi pan Andrzej i uśmiecha się w zamyśleniu.
Wiktoria Górska pragnie zostać lekarzem od dzieciństwa. Ważną rolę w wyborze zawodu odegrała matka dziewczyny, która również pracuje
w systemie opieki zdrowotnej. „Często przychodziłam do mamy do szpitala i obserwowałam, jak leczy chorych – wspomina Wiktoria. – Przemówiło to do mnie. Zapragnęłam pomagać ludziom”.
Obecnie dziewczyna studiuje na uniwersytecie medycznym. Na razie ma możliwość tylko obserwować chorych. Dogląda sale, razem z lekarzem uczestniczy w obchodzie. Interesuje się poczuciem pacjentów, słucha bicia serca, mierzy ciśnienie. „Ludzie zwykle przychodzą do lekarza, gdy źle się czują, coś ich boli – rozmyśla Wiktoria. – A ty powinieneś wysłuchać i zrozumieć pacjenta, aby mu pomóc. Warto też sobie uświadamiać, że każdy człowiek jest odrębny. Jednak każdy potrzebuje serdecznego i czułego podejścia do siebie. Chory jest leczony nie tylko za pomocą pigułek, lecz także słowa. Trzeba czuć miłość do bliźniego. Jeszcze bardziej wzmacnia tę miłość wiara w Boga”.
Dla dziewczyny religia w życiu zajmuje bardzo ważne miejsce. Regularnie uczestniczy w Eucharystii. Co roku wyrusza w pielgrzymki. Była w Trokielach, Budsławiu, a nawet Fatimie. Z dużą przyjemnością uczestniczy w spotkaniach młodzieży w grodzieńskiej katedrze. Stara się korzystać
z każdej możliwości, aby usłyszeć o Bogu i pogłębić wiedzę religijną.
„Na dzień dzisiejszy w praktyce medycznej istnieje niezliczona liczba przypadków, których nie da się wytłumaczyć wyłącznie z naukowego punktu widzenia. Bóg ostrożnie ukazuje Siebie... – zauważa Wiktoria. – Każdy sam decyduje: wierzyć w siły wyższe lub nie. Jednak warto zauważyć, że medykom już się nie zabrania wierzyć, jak było kiedyś”.
Według dziewczyny doktor, podobnie jak kapłan, powinien zachowywać cudzą tajemnicę. Do tego zobowiązuje obietnica lekarska – przysięga Hipokratesa. I podobnie jak kapłan, w każdej porze dnia i nocy lekarz powinien być gotów okazać pomoc potrzebującemu. Inaczej, co z ciebie za specjalista?
W chwili obecnej Wiktoria jest na 6. (ostatnim) roku studiów. Niedługo będzie musiała podnieść żagle i popłynąć po burzliwym morzu swojego powołania. Dziewczyna jest nastawiona odważnie i, co jest istotne, posiada szlachetny cel – pomagać ludziom. „W rzeczywistości bardzo się boję, gdyż brakuje mi doświadczenia – przyznaje się Wiktoria. – Jednak wszystko przede mną! Mam nadzieję, że wielu rzeczy się jeszcze nauczę. Wydaje mi się, że najważniejsze to kochać dzieło, którym się zajmujesz, a wtedy wszystko się uda...”.

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Kalendarz liturgiczny

 
white
Obchodzimy imieniny:
Do końca roku pozostało dni:  192

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.