GRODNO
Piątek,
27 stycznia
2023 roku
 

Pierwsza Komunia Święta w czasie okupacji niemieckiej

Życie Kościoła

Mamy najpiękniejszy miesiąc w roku – maj. We wszystkich parafiach trwają przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, gdyż dla dzieci, ich rodziców i dziadków są to chwile niepowtarzalne. Z kolei dla wiernych obecnych w kościele na uroczystości jest to okazja do ponownego przeżycia w pamięci osobistych chwil związanych z tym sakramentem. W dzisiejszym numerze gazety „Słowo Życia” przekazujemy wspomnienia Krystyny Żulego, która po raz pierwszy przyjęła ciało Pana Jezusa do swego serca w czasie II wojny światowej.
cud Boży, że nie zginęliśmy
    Pochodzę z rodziny chrześcijańskiej, gdzie starano się budować życie zgodnie z przykazaniem „Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego, jak siebie samego”. Dorastałam, widząc, że nie są to puste słowa, gdyż bardzo jeden drugiego kochaliśmy i zawsze pomagaliśmy sobie nawzajem w trudnych chwilach.
    Dobrze pamiętam, jak wojna na swoich czarnych obrzydliwych skrzydłach zabrała naszą radość, nasze dzieciństwo i młodość. Dużo wycierpieliśmy: nie było wody, światła, opału, a zimy były bardzo mroźne i śnieżne. Okupanci bombardowali i ostrzeliwali domy, niszczyli rodziny. To cud, że udało się nam przetrwać. Przeżyliśmy okres wojny tylko dzięki Panu Bogu, Aniołom i Świętym.
Mieszkaliśmy w centrum miasta Grodno przy obecnym zaułku Telegrafnym. Tam, gdzie teraz znajduje się pomnik Elizy Orzeszkowej, stały cztery domy: dwa drewniane i dwa ceglane. Mieściły się w nich przedszkole, sklep, zakład szewski i krawiecki. Te cztery budynki zbombardowano, a naszemu nic się nie stało, choć znajdował się w odległości mniej niż 100 metrów. Kiedy leciały bomby, babcia i mama wzięły Biblię i modlitewnik, wszyscy uklękliśmy i zaczęliśmy się modlić. Zrobiło się ciemniej niż w nocy, chociaż to był poranek. Słyszeliśmy wybuchy, ludzkie krzyki. Myśleliśmy, że też zginiemy, dlatego dorośli przykryli nas swoimi ciałami i tak, modląc się, leżeliśmy, aż ustał hałas i ogień. Przeżyliśmy wszyscy. A w sąsiednich domach zginęło 17 osób.
   
    Naprawdę święte siostry
    Po raz pierwszy przyjęłam ciało Jezusa do swego serca w wieku 10 lat. To był 1944 rok. Katechizacją i przygotowaniem dzieci do Pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej zajmowały się siostry nazaretanki, które mieszkały wtedy w kościele pobrygidzkim. Na naukę, trwającą około dwóch miesięcy, przychodziliśmy do kościoła farnego. Ile było grup dzieci, przygotowujących się do przyjęcia sakramentów świętych, dokładnie nie pamiętam, ale na pewno więcej niż cztery. Wtedy nie było telewizorów, komputerów i innych sprzętów. Jako materiał pomocniczy siostry wykorzystywały kolorowe plansze, na których były przedstawione wątki biblijne.
    Siostra prowadząca zajęcia w naszej grupce miała na imię Helena. To był prawdziwy anioł! Pięknie grała na gitarze, śpiewała, uczyła nas piosenek religijnych. Pamiętam taką sytuację... Pewnego razu, gdy byliśmy na ka- techezie, do świątyni weszli niemieccy żołnierze. Siostra zbladła, gdyż bardzo mocno się przestraszyła: nie wiadomo było, po co przyszli. Niemcy sprawdzili plansze, przygotowane do zajęć, potem jeden z nich zapytał, czy umiemy śpiewać. Siostra kiwnęła twierdząco głową i zwróciła się do nas ze słowami: „Dziatki, zaśpiewajcie, proszę, dla tych panów”. Zanuciliśmy piosenkę „Cześć Maryi”, a po niej „Serce Twe, Jezu”. Żołnierze posłuchali i odeszli, nie wyrządziwszy nikomu krzywdy.
    Przychodziliśmy też na zajęcia do kościoła pobrygidzkiego, gdzie siostry uczyły nas, jak ozdabiać ołtarz, jakie kwiaty i gdzie należy stawiać, by świątynia wyglądała ładnie i estetycznie. Uczyły nas szydełkowania, robienia na drutach, pracy w ogrodzie warzywnym. Zwracały uwagę, że każda grządka musi być równiutka, zadbana, gdyż „Pan Bóg zobaczy wtedy, że praca została wykonana z sercem, pobłogosławi i wszystko będzie dobrze rosnąć i dawać obfite plony”. Nazaretanki nieustannie powtarzały: „Pamiętajcie, dzieci, że Pan Bóg was widzi i słyszy, a anioł stróż na was patrzy i cieszy się, jeżeli dobrze pracujecie i gorliwie się modlicie”. I same pracowały jak pszczółki od świtu do zachodu słońca.
    W czasie okupacji wielu cierpiało z powodu niedożywienia. Siostry w miarę możliwości starały się nam pomóc, byśmy my, małe dzieci, nie umarły z głodu. Miałam dwójkę rodzeństwa. Mama była wdową i nas wychowywała sama. Głód stale nas prześladował: nie pamiętałam, jak smakują jajka czy śmietana. Jeżeli w domu pojawiała się sacharyna, było to prawdziwe święto. Mama mogła ugotować zupę tylko raz w tygodniu, gdyż nie mieliśmy z czego.
    Siostrom nazaretankom też nie przelewało się przez talerz. Jadły pewnie raz albo dwa w ciągu dnia, jednak kiedy przychodziliśmy na katechezę, zawsze starały się czymś podzielić.
   
    Najważniejszy dzień
 Pamiętne zdjęcie zrobione w dniu Pierwszej 
Komunii Świętej 9 lipca 1944 r.   Do uroczystości Pierwszej Komunii Świętej trzeba było nie tylko przygotować się duchowo, lecz także znaleźć odpowiedni strój. W tamtych czasach niewielu z nas miało białe sukienki czy garnitury. Siostry zrobiły w kościele ogłoszenie, prosząc parafian o pożyczenie odświętnego ubrania dzieciom pierwszokomunijnym. Wierni chętnie przyszli z pomocą, i wszyscyśmy w tym ważnym dniu byli pięknie ubrani, co widać na moim pamiątkowym zdjęciu.
    Pragnę też zaznaczyć, że droga od domu do kościoła farnego, gdzie miała się odbyć uroczystość, była bardzo trudna. Na wszystkich centralnych ulicach miasta roiło się od czołgów, armat, ciężarówek, żołnierzy. Wszędzie dyżurował patrol, więc musieliśmy się chować po podwórkach, żeby nikt nas nie widział.
    W pewnym momencie Niemcy zobaczyli, że idzie grupka dzieci, ubranych na biało, wraz z rodzicami. Zapytali, dokąd zmierzamy, i pozwolili przejść do świątyni.
    Uroczystość miała miejsce 9 lipca. Wiadomo, nie była tak okazała jak dziś. Jednak nasi rodzice dołożyli starań i ozdobili świątynię w kwiaty i ręcznie zrobione kokardki. Wyglądało to bardzo skromnie, a zarazem uroczo i wzruszająco. Oczywiście, nie było dużo gości, nie było żadnej uczty ani prezentów. Mama i babcia złożyły mi życzenia i ucałowały. A od s. Heleny i księdza dostałam na pamiątkę szkaplerzyk i obrazek, na którym Pan Jezus siedzi pod drzewem i tuli do siebie dzieci. Najważniejszym prezentem w tym dniu dla każdego z nas był Przenajświętszy Sakrament, który przyjęliśmy do swoich serc, gdyż gdyby nam przyszło umierać, nasze dusze byłyby gotowe na spotkanie z Bogiem.
    Ciekawie, że razem z nami do Pierwszej Komunii Świętej przystępowały dzieci z rodzin sowieckich, które w roku 1939 przeprowadziły się do Grodna z Rosji. Były to czasy, gdy polską inteligencję wywożono do Syberii. Rosjanie widzieli na własne oczy, jak żyją Polacy, że są uczciwi i szlachetni. Za ich przykładem zrozumieli, że trzeba budować przyszłość z Bogiem, więc ochrzcili swoje dzieci i zaczęli uczęszczać do kościołа.
   
    Człowiek bez wiary chodzi w ciemnościach
    Dzisiaj jestem niezmiernie wdzięczna tym, którzy mnie wychowywali i wzmacniali moją duchowość. Także dla innych ludzi proszę o wzrost światła Bożego w sercu, w rodzinie. Jestem pewna, że tylko na fundamencie wiary człowiek może się rozwijać, a dusza dawać dobre plony estetyczne, intelektualne. Dziwi mnie, jak można stracić wiarę albo nie starać się jej zdobyć.
    Żyj zgodnie z przykazaniami Bożymi i zawsze będziesz wolny i radosny! Gdyż kto z Bogiem, ten za progiem, a człowiek niewierzący chodzi w ciemnościach.

Numer aktualny

 

Kalendarz 2022

Kalendarz
«Słowo Życia»
na rok 2022

Kalendarz liturgiczny

 
white
Obchodzimy imieniny:
Do końca roku pozostało dni:  339

Czekamy na Wasze wsparcie

skarbonkaDrodzy Czytelnicy!
Prosimy Was o pomoc w głoszeniu Dobrej Nowiny. Czekamy na Wasze listy, artykuły, zdjęcia i wsparcie finansowe gazety. Jako jedna rodzina "Słowo Życia" pragniemy nieść słowo Boże, mówić o Chrystusie i Kościele co raz większemu gronu ludzi na Białorusi oraz poza jej granicami.